# 47
Dzisiaj ostatnia noc razem, jutro wracają rodzice Mifu, ale przychodzi SiS z bojfrendem (od której dostałam w ciągu trzech tygodni ze sto kartek z nad morza, trzeba to zaznaczyć!), a my robimy to, co tygryski lubią prawie najbardziej (najbardziej lubią seks) - czyli gotujemy. Gotowanie jest na drugim miejscu. Zwłaszcza, że w kuchni po prostu rządzimy, wszystko się nam udaje, cały czas jakieś eksperymenty.
Zastanawiam się jak teraz odnaleźć się z powrotem w rzeczywistości bez Kirczr, który będzie zrywał się rano z łóżka, chociaż nie musi, tylko po to, żeby zrobić mi kanapki do pracy. Podobno testem dla wszelakich związków czyli rilejszonszips - jest wspólny wyjazd na łódki. Słyszałam to od kilku osób, włącznie z babką, która prowadziła ćwiczenia z socjologii rynku bodajże. Podobno podczas takiego wyjazdu małżeństwa z kilkunastoletnim starzem potrafią ze sobą kończyć, ale spoko, bo działa to również w drugą stronę. W każdym razie - łódki łódkami - a podczas tego naszego wspólnego pomieszkiwania Mif udowodnił, że zawsze mogę na niego liczyć. Stawał na głowie, żeby mi było dobrze, a jak w niedzielę umierałam prawie przez jakąś cholerną rwę kulszową - chodził koło mnie przez cały dzień, troszczył się, przykrywał kocykiem, odkrywał, herbata do łóżka, pozazdrościć. Nawet mi tarte jabłko z cukrem zrobił, poczułam się jak mała chora dzidzia. Jest przekochanym człowiekiem.

1 komentarz:
No cóż, ja z Tomkiem tego nie przetestuję, bo wyprawa na łódki mogłaby się zakończyc tragedią - to bydlę nie chce się nauczyć pływać... A nie mam zamiaru zostać młodą wdową... ;P
Prześlij komentarz